Zadłużenie państw jako główne zagrożenie dla post-pandemicznej rzeczywistości

Lockdown sprawił, że wiele osób straciło pracę, zamknęło firmy, a społeczeństwo zaczęło się zastanawiać, jak rządzący będą wydawać pieniądze podatnika w dobie zastoju gospodarczego. Gwałtowny spadek popytu i brak mobilności społeczeństwa wykreował nową rzeczywistość, w której ludzie na całym świecie zaczęli odczuwać spadek dochodów spowodowany brakiem lub ograniczeniem możliwości świadczenia usług, a rosnące bezrobocie i niemożność podjęcia pracy tylko podsycało rosnące niepokoje społeczne.

Bezrobotni i upadające firmy, niebędące w stanie sprzedać swoich produktów czy usług, nie mają z czego płacić podatków, z których utrzymywane jest państwo. W wyniku drastycznych spadków prognoz PKB pojawiło się pytanie, skąd rządzący postanowią uzyskać środki na kontynuację zapewniania usług publicznych. Właśnie tutaj pojawia się narzędzie, które ratuje słabnący popyt i pozwala ponownie rozpędzić gospodarkę. Jest nim dług publiczny, czyli zadłużanie sektora finansów publicznych.

Struktura długu publicznego i metodologia jego obliczania

By zrozumieć założenia długu publicznego w polskich realiach, należy rozróżnić budżet sektora finansów publicznych od budżetu państwa. To właśnie ten drugi podlegający partii sprawującej władzę może wydawać więcej, niż uzyskuje z tytułu dochodów, tym samym kreując deficyt budżetowy na określony rok. Do ostatecznej wielkości długu publicznego dochodzą także zadłużenia samorządów, czyli właśnie budżet sektora finansów publicznych.

Państwo jest w stanie zapewnić gospodarce dodatkowy impuls fiskalny poprzez sprzedaż państwowych obligacji innym państwom lub korporacjom, zaciąganie kredytów lub zapożyczanie się w takich instytucjach jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Wielkość długu publicznego rzadko określana jest w wartościach nominalnych. Ze względu na różne wielkości gospodarek np. Stanów Zjednoczonych i Słowacji, poprawnym odzwierciedleniem poziomu zadłużenia jest jego relacja do PKB danego kraju.
Warto także dodać, że ważną różnicą w przypadku próby oszacowania wielkości zadłużenia jest metodologia jego liczenia. Przykładowo Unia Europejska i Eurostat wliczają w polskie zadłużenie także dług państwowych funduszy celowych, które z kolei nie są uznawany przez Ministerstwo Finansów za podmiot klasyfikujący się do wliczenia do długu publicznego.

Co więcej, sama struktura długu może wpływać na jego wysokość.
W przypadku wahań walutowych państwo, które jest zadłużone w zagranicznej walucie, może uzyskać korzyści w postaci tańszej lub droższej obsługi długu.
Także sytuacja ekonomiczno-polityczna danego kraju jest bardzo istotna dla państw czy inwestorów instytucjonalnych, którzy są potencjalnymi nabywcami obligacji. W przypadku dużej niepewności, oprocentowanie obligacji rośnie, co z kolei przekłada się na wyższe koszty obsługi długu.

Dlaczego dług publiczny jest tak ważny? Mądrze zarządzany dług publiczny zapewnia stabilne przepływy pieniężne, będące w stanie finansować inwestycje państwa, które wytwarzają większy wzrost gospodarczy i poziom dobrobytu społeczeństwa w long-termie. Jest on także sprawdzonym narzędziem do zmniejszania wahań koniunkturalnych. W okresie kryzysu umożliwia on zwiększenie wydatków, co pomaga stymulować zagregowany popyt.

Pandemia i jej długoterminowe konsekwencje

Po światowym „lockdownie” państwa nadrabiają straty zadłużaniem, próbując ratować przedsiębiorstwa i pokrzywdzonych obywateli. Dług publiczny w Polsce per capita urósł z 28 102 zł pod koniec 2019, do 34 564 zł na koniec grudnia 2020.


Według danych z drugiego kwartału 2020 roku na niechlubnym pierwszym miejscu spośród europejskich dłużników była Grecja, a najmniejszym zadłużeniem mogła pochwalić się Estonia, która zawdzięcza taki wyniki rozsądną polityką gospodarczą. 

Poza Europą sytuacja może wydawać się jeszcze bardziej dramatyczna – od marca 2020 roku do marca 2021, dług Stanów Zjednoczonych wzrósł o 4,57 bln dolarów, co przekłada się na wzrost zadłużenia o 19,29% względem PKB. Japonia plasuje się z wynikiem 28,2% na drugim miejscu, zaraz za Niemcami, których dług urósł o 35,02%.
Fenomenem są natomiast Chiny, które nie tylko zadziwiły świat, notując wzrost PKB o 2,3%, ale także zmniejszyły swój dług publiczny z 0,57 bln dol., do 7,99 bln dol.

Gdy okazało się, że obniżenie stóp procentowych do okolic zera nie daje pożądanych efektów, państwa zaczęły agresywnie sprzedawać swoje obligacje, a te skupowane są przez banki centralne. W efekcie wzrostu popularności tej strategii wśród państw Europy Zachodniej zadłużanie stało się niebywale przystępne, a dla ich liderów rekordowe dziury budżetowe są synonimem walki o dobro przeciętnego obywatela.

Zadłużanie bez konsekwencji? 

Pytanie, czy rosnące zadłużenie nie sprawi, że w dłuższym okresie tak rozpędzona polityka luzowania pieniężnego nie odbije się nam wszystkim czkawką, wydaje się jak najbardziej zasadne. Jak apelują ekonomiści, pojawia się przed nami widmo inflacji, która jest nieodłącznym elementem drastycznie rosnącej podaży pieniądza w gospodarce  w sytuacji luzowania obostrzeń, co ma miejsce obecnie. Wzmożona konsumpcja zwiększy tempo cyrkulacji pieniądza, a to z kolei spowoduje inflację popytową i ukaże nam niepokojący wzrost cen, który jest już widoczny w odczytach inflacji za kwiecień.

Poza „odroczonym podatkiem” od rozbuchanych wydatków rządowych i niskich stóp procentowych NBP, jakim jest inflacja, pojawia się także kwestia osłabienia złotówki. Słaby złoty może podbić zadłużenie naszego kraju, a z czasem przyjdzie moment, w którym pożyczone pieniądze trzeba będzie spłacić wierzycielowi.

Zapowiedzi partii rządzącej sprzed pandemii o nadwyżce budżetowej i zmniejszaniu polskiego zadłużenia wydają się w  obliczu zaistniałej sytuacji nieosiągalne. Prezydent Stanów Zjednoczonych z potężnymi zastrzykami gotówki dla gospodarki czy ujemne stopy EBC jasno budują przyszłość, w której dług jest królem, a inflacja i wydatki rządowe nową rzeczywistością.

Pytanie brzmi, kto ostatecznie wygra na obecnym trendzie kreowania pustego pieniądza? Elity, które są w stanie uciec przed inflacją za pomocą inżynierii finansowej i wyrachowanych inwestycji, czy biedniejsi i klasa średnia, których oszczędności będą stopniowo konsumowane przez niewidoczny podatek? To przecież z myślą o tych ostatnich demokraci ze Stanów Zjednoczonych czy europejscy liderzy dokładają do obiegu kolejne transze dolarów, czy euro.

I wreszcie, jak w czasach zapaści demograficznej przyszłe pokolenia mają spłacić nasz dług, skoro w trakcie czytania tego tekstu samo jawne zadłużenie Polski wzrosło o 2,5 mln złotych? A licznik bije.

About the author