Miniony tydzień na światowych rynkach finansowych upłynął pod znakiem ostrożności, w oczekiwaniu na decyzje FED. Jak przewidywano, Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe na niezmienionym, wieloletnim wysokim poziomie w przedziale 5,25%–5,50%. Jednak diabeł, jak zwykle, tkwił w szczegółach komunikatu po posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) oraz w tonie wypowiedzi prezesa Jerome’a Powella podczas konferencji prasowej. Ten fakt potęguje to, że decyzja zapadła w niezwykle skomplikowanym warunkach makroekonomicznych — gdy inflacja wciąż nie spada do celu inflacyjnego, a jednocześnie pojawiają się pierwsze, wyraźne oznaki chłodzenia koniunktury.
Wskaźnik CPI w lipcu wyniósł 3,2% r/r, co oznacza niewielkie wyhamowanie, ale wciąż jest wyraźnie powyżej celu, dodatkowo problemem pozostaje wskaźnik PCE który dalej pozostaje wyskoki, a jego rdzeń (Core PCE) utrzymuje się na poziomie 2,8% r/r. To właśnie ten wskaźnik jest głównym punktem odniesienia dla FOMC i jego aktualna wysokość jest dla organu głównym powodem wstrzymywania się z cięciami. Warto też zwrócić uwagę na rynek mieszkaniowy, w którym wzrost cen napędzany silną presją popytową nie chce wyhamować. Z drugiej jednak strony wzrost gospodarczy w II kwartale zwolnił do 1,6% w ujęciu rocznym, co jest znaczącym spadkiem względem tempa z poprzednich kwartałów, co mimo wszystko może być wskazaniem na prawdopodobne ochłodzenie gospodarki, a co za tym idzie oczekiwany przez FED spadek inflacji.
Pomimo że oświadczenie Fed po zakończeniu dwudniowych obrad nie przyniosło rewolucji, to dostarczyło kilku cennych wskazówek co do kierunku rezerwy oraz toku myślenia jej decydentów. Kluczowy fragment brzmiał: „Komitet nie spodziewa się, że będzie stosownie obniżać docelowy zakres stóp procentowych, dopóki nie uzyska większej pewności, że inflacja zbliża się w sposób trwały do celu 2%”. Użycie sformułowania „większa pewność” (ang. greater confidence) nie może być przypadkiem. Sygnalizuje ono, że Fed potrzebuje nie pojedynczego, ale serii pozytywnych odczytów kluczowych wskaźników makroekonomicznych, które ponad wszelką wątpliwość wykażą ochłodzenie gospodarki, zanim zdecyduje się na luzowanie polityki pieniężnej. Ponadto, Fed usunął ze swojego komunikatu wzmiankę o „dodatkowej polityce utrwalającej” (ang. additional policy firming), co w poprzednich miesiącach wskazywało na otwartość na dalsze podwyżki. To posunięcie można interpretować jako symboliczne zamknięcie etapu zaostrzania polityki monetarnej. Jednak dodanie zdania o „braku postępów” w kierunku celu inflacyjnego w ostatnich miesiącach zakwestionowało nadzieje na szybkie obniżki. Warto też zwrócić uwagę na samą postawę Jeromego Powella, który podczas całego wystąpienia przed dziennikarzami starał się zachować pewną równowagę między determinacją w walce inflacją a obawą przed tym, jak rynki mogą zareagować na zbyt rygorystyczną politykę.
Decyzja Fedu spotkała się z reakcją, którą można określić jako „spokojną akceptację”. Indeks S&P 500 zakończył sesję niewielkim wzrostem, co sugeruje, że inwestorzy docenili brak niespodzianek. Bez niespodzianek umocnił się indeks Dolar Index (DXY), co biorąc pod uwagę środowisko wyższych stóp procentowych w Europie oraz Azji nie jest zaskoczeniem i odzwierciedla niesłabnącą atrakcyjność aktywów zza oceanu. Jednak pod powierzchnią głównych indeksów doszło do istotnych korekt w wycenach. Dla przykładu yields (stopy zwrotu) wzrosły na krańcach krzywej dochodowości, zwłaszcza na obligacjach 10-letnich. Oznacza to, że inwestorzy przesuwają w czasie swoje oczekiwania co do terminu i skali przyszłych cięć stóp procentowych dalej w przyszłość. Dodatkowo oznacza to, że rynek trwale porzucił nadzieje na więcej niż jedną obniżkę stup procentowych w 2025 roku.
W tym momencie biorąc pod uwagę wskaźniki makroekonomiczne oraz nastroje rynkowe wydają się rysować dwa scenariusze. Pierwszym jest sytuacja przegrzania hamulców związanym z przeciągnięciem rygorystycznej polityki. Taki obrót spraw powodować może naturalnie opóźniona reakcja gospodarki na decyzje FED co w połączeniu ze wspomnianym wcześniej problemem spowolnienia gospodarczego, prowadzić może do wyraźnego wzrostu bezrobocia, zanim inflacja w pełni wróci do celu. To zmusiłoby Fed do szybszych i głębszych cięć. Scenariusz powrotu inflacji – w tym monecie najmniej prawdopodobny. Przecież nie trudno sobie wyobrazić, że nagle inflacja ponownie przyspiesza, zmuszając Fed nie tylko do odłożenia cięć, ale wręcz do rozważenia kolejnych podwyżek stóp. Ostanim najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest miękkie lądowanie (bazowy scenariusz Fed), w którym inflacja stopniowo, ale w sposób trwały, zbliża się do celu 2%, podczas gdy gospodarka i rynek pracy łagodnie się ochładzają, unikając recesji. W takiej sytuacji pierwsza obniżka stóp mogłaby nastąpić pod koniec 2025 roku.
Podsumowując miniony, tydzień utrwalił obraz powolnego cięcia. Rezerwa Federalna, nauczona doświadczeniem przedwczesnego ogłaszania zwycięstwa nad inflacją w 2023 roku, wykazuje się teraz cierpliwością, jakiej nigdy nie miała. Priorytetem instytucji nie jest już samo obniżanie inflacji, lecz utrwalenie jej na poziomie docelowym, nawet za cenę kilku kwartałów utrzymywania restrykcyjnych stawek.