W pierwszej połowie XX wieku rewolucji na rynku pracy nie wywołał żaden lewicowy aktywista, ale zdeklarowany kapitalista – Henry Ford. Od 1926 roku pracownicy jego fabryk, ku zdziwieniu konkurencji, mogli wreszcie cieszyć się wolnymi sobotami. Ten pozornie szalony krok nie zrujnował jego imperium, lecz wbrew przewidywaniom sceptyków znacząco podniósł efektywność załogi i zwiększył firmowe przychody. W Polsce na obowiązkowy, pięciodniowy tydzień pracy czekaliśmy znacznie dłużej, bo aż do 1989 roku. Dziś historia zatacza koło.Debata o czterodniowym tygodniu roboczym bezpowrotnie opuściła akademickie korytarze i stała się twardym faktem operacyjnym, budzącym emocje zarówno w zarządach, jak i na halach produkcyjnych.