Jeszcze nigdy w historii rynków finansowych inwestorzy zarówno ci indywidualni jaki i instytucjonalni nie mieli tylu informacji. Wystarczy kilka kliknięć, by zdobyć wszystkie dane finansowe spółek w czasie rzeczywistym, analizę sentymentu w mediach społecznościowych, prognozy wartości aktywów i wielkości takich jak stopy procentowe, wyceny przedsiębiorstw czy dane makroekonomiczne z każdego regionu świata od każdej większej organizacji międzynarodowej. Wydawałoby się, że to sytuacja doskonała. Jednak często im więcej wiemy, tym trudniej podjąć decyzję. W świecie, w którym modele teoretyczne i dane empiryczne miały dawać pewność, pojawia się szum, chaos niezgodności i wiele innych. Informacji jest tak wiele, że nawet modle AI stworzone przecież do przetwarzania gigantycznych zbiorów danych zapytanie dwukrotnie podadzą dwie wykluczające się odpowiedzi, a co gorsza świetnie je uargumentują w oparciu o dane. W tej gmatwaninie informacji coraz częściej sięgamy do naszego niedocenianego atutu – do intuicji. Do tego co niektórzy bardziej doświadczeni inwestorzy nazywają „czuciem rynku”, które nie mieści się ani w arkuszu kalkulacyjnym, ani w założeniach modelu teoretycznego.